Zdjęcia ślubne – jeszcze więcej fotografii

   Zdjęcia ślubne, sesje ślubne… Być może nie wszystkie z tych fotografii są doskonałe… być może teraz niektóre inaczej bym skadrował, niektóre rozjaśnił, przeniósł statyw z lampą dalej od aparatu, żeby światło padało pod nieco innym kątem.

   Ale to są uwagi i spostrzeżenia, które mam teraz, siedzą spokojnie i w wolnej chwili przyglądając się tym fotografiom. Mam morze czasu, by każdą oglądnąć i przemyśleć.

   Jednak w momencie, gdy robiłem te zdjęcia ślubne, gdy rejestrowałem aparatem te chwile, nie było czasu na ogarnianie takich niuansów, czasem na ich dostrzeżenie, najważniejszym było uchwycić emocje chwili, panować na aparatem i światłem, sprawić, żeby Para Młoda dobrze i swobodnie się czuła. Udało się, to są dobre zdjęcia. A najważniejsze, że o każdym mogę opowiedzieć jakąś, małą historię.

   Fotografując Gosię i Piotra z Katedrą na Wawelu w tle, starałem się, żeby w ich kolorowych okularach nie odbijała się parasolka, przez którą ich doświetlałem, ale w efekcie te małe odbicia w rogach szkieł, dodają ich fotografii uroku. Gdy Paula i Tobiasz weszli na mostek w parku pałacowym w Kombornii, żeby nałapać resztek światła zachodzącego słońca, okazało się, że Paula to zawodowa modelka, o czym wcześniej mi nie mówiła! Z kolei przy ich wieczornym zdjęciu w pokoju pałacowym, w momencie gdy zobaczyłem że odbijają się w wypolerowanym blacie stołu – padły z przegżania baterie w lampie:) Portret roześmianej Gosi zrobiłem bez celowania, nawet nie patrząc w wizjer aparatu – nie miałem na to czasu, to że wyszedł, to przypadek; genialnie zgrało się światło zachodu, z błyskiem lampy wycelowanej w innym kierunku – Gosia akurat odpoczywała po serii zdjęć, poprawiając makijaż. A prawda, że to genialny portret?

   Zdjęcia ślubne to również wchodzenie z aparatem w życie prywatne. Dyskrecja i elegancja – obowiązuję. Asia trzymająca na kolanach córkę… zza pleców dostawały bardzo mocne światło z umieszczonego w dachu okna, musiałem mocno dopalić je z przodu, ale nie za mocno, żeby nie zepsuć tego eterycznego wyglądu ich obu. Zrobiłem kilka zdjęć przy różnych ustawieniach aparatu… Za Basią i Robsonem za to -to ta uśmiechnięta i wtulona w siebie para przy stole- stała rodzina, ponaglając ich do wyjścia. Dziękuję, że posiedzieliście chwilę, czekając aż uznam, że mam zdjęcie, które się spodoba.

   I tak dalej i temu podobne i w szczegółach mogę Wam opowiedzieć o każdym z tych zdjęć… Zrobione już zdjęcia ślubne znam na pamięć, te które dopiero zrobię – mam w wyobraźni.

Ślub w fotografii, sesja w Krakowie.

Comments are closed.